stosowany w leczeniu zmęczenia szarą rzeczywistością

Zapraszamy do współpracy autorów zainteresowanych publikacją swoich tekstów na blogu. Jednocześnie zastrzegamy sobie prawo do selekcji nadesłanych utworów oraz ich korekty i redakcji (zatwierdzonych przed premierą przez autora).
eprozac.blogspot@gmail.com

Kalka: Płyta

wyzwanie: pamięć

Stuka niedbale w blat stołu, wpatrując się w pogniecione zdjęcie.
Gdyby mogła cofnąć czas, zapewne cofnęłaby się do momentu, gdy zostało ono zrobione. Stanęłaby gdzieś indziej, nie opierając się tak bardzo przed zbliżeniem do obiektywu – nawet zajęcie miejsca w samym środku kadru okazałoby się zapewne lepsze, a na pewno mniej bolesne od jej nieszczęsnego, nieśmiałego trzymania się z boku.
Był koniec wakacji. Następnego dnia wszyscy mieli powrócić do swoich nudnych obowiązków i ktoś zaproponował zrobienie sobie wspólnej fotografii. Nie znała większości ludzi zgromadzonych w domu siostry, więc niechętnie skuliła się na uboczu, mając nadzieję, że w ostatniej chwili uskoczy przed blaskiem fleszu i aparat nie zdoła jej uchwycić.
Ale uchwycił ją On.
Kiedy przyczaiła się do odejścia, wyciągnął rękę i przyciągnął ją do siebie, śmiejąc się i bezczelnie patrząc jej w oczy.
Potem czas przyspieszył. On nie odwrócił już od niej wzroku, a ona nie mogła się nie śmiać razem z Nim. Do swojego miasta wracali razem, planując od razu kolejne wakacje i te wszystkie wspaniałe, wspólne chwile, których jeszcze wtedy mieli przed sobą mnóstwo.
Nienawidziła go.
Nienawidziła go za oczy, nienawidziła go za uśmiech, nienawidziła go, gdy wyciągał ją z domu po dwudziestej drugiej i gdy budził ją nad ranem głupimi telefonami, nienawidziła jego rozwiązanych sznurówek, wytartej kurtki i jasnych włosów. Ale najbardziej nienawidziła go za to, że czekała.
Czekała na oczy, na uśmiech, na dwudziestą drugą i na telefony, na sznurówki, na kurtkę, na włosy. Czekała nawet na czekanie, bo była pewna, że zawsze do niej wróci.
Pojawiał się w jej życiu, kiedy chciał i jak chciał.
Odrzuca zdjęcie na bok i podchodzi do starego adaptera. Przerzucając niedbale płyty, przypomina sobie kolejne spotkania. Na przykład to w kawiarni, kiedy namówił ją do porzucenia studiów, albo to w parku, kiedy postanowili razem zamieszkać. I wreszcie to ostatnie, podczas którego wszystko wyjaśnił.
– Nie możesz się tak przywiązywać do ludzi – powiedział.
Uśmiecha się, bo teraz wydaje jej się to nawet zabawne.
Podnosi głowę i śledzi wzrokiem pęknięcie na suficie. Przypomina jej trochę rysę z Jego mieszkania.
Zauważyła ją zbyt późno.
Nie wrócił wtedy na noc. Z jakiegoś powodu bała się zasnąć, więc leżała na wznak w wielkim, pustym łóżku, nasłuchując odgłosów dobiegających z ulicy i obserwując uciekające snopy światła rzucane przez przejeżdżające samochody. Wydawało jej się, że powinna coś czuć.
Nic nie czuła, bo chyba już wtedy wszystko wiedziała.
– Znajomości, o które trzeba dbać, nie mają sensu – oznajmił nad ranem, nachylając się do lodówki po sok. Kiedy go odkręcił, odebrała mu butelkę i wylała na Jego głowę całą zawartość. Patrzył na nią szeroko otwartymi oczami, a ona tylko wzruszyła ramionami i rzuciła, siląc się na obojętny ton:
– Dobrze, koniec z dbaniem.
W radiu leciała wtedy jakaś piosenka Barbry Streisand.
Rysa na suficie zaczyna dwoić jej się w oczach, więc spuszcza głowę i jej wzrok natrafia na adapter. Pospiesznie przerzuca płyty, szukając tej jedynej.
Ma ochotę tańczyć.
Kiedy spod igły zaczyna się wydobywać skrzypiąca melodia, wychodzi na środek pokoju i zaczyna kręcić się w kółko. To jeszcze nie taniec, ale ma dużo czasu na naukę.
W końcu pamięć to tylko zdolność do rejestrowania i ponownego odtwarzania, tak mówił.
Kiedy płyta się kończy, ona obraca się dalej.
© Agata | WS | x x.