stosowany w leczeniu zmęczenia szarą rzeczywistością

Zapraszamy do współpracy autorów zainteresowanych publikacją swoich tekstów na blogu. Jednocześnie zastrzegamy sobie prawo do selekcji nadesłanych utworów oraz ich korekty i redakcji (zatwierdzonych przed premierą przez autora).
eprozac.blogspot@gmail.com

Pirat: Nie jestem dziewczyną

wyzwanie: huśtawka, „nie prosiliśmy o to”, „z całym szacunkiem, idź już”

Mam jedenaście dni i wiem już na pewno, że nie jestem dziewczyną.
To znaczy, sam bym pewnie nie wiedział, bo przecież mała, różowa kupka mięsa, żyjąca zaledwie tydzień z kawałkiem, nie może wiedzieć takich rzeczy. Ale ja miałem pomoc. Nadto ochoczą, jeśli ktoś by mnie pytał.
– Nie prosiliśmy o to – oznajmia głos kogoś, kto wydaje mi się być moją mamą, bo słyszałem go już w chwili, kiedy zacząłem słyszeć w ogóle. – To miała być dziewczynka, śliczna dziewczynka, nasza mała córeczka…
No właśnie.
Cześć, jestem Witek i miałem urodzić się dziewczyną.
Przynajmniej tak powiedzieli mi rodzice.

* * *
Mam siedem lat i prawie zapominam, że nie jestem dziewczyną.
Chłopaki w szkole są naprawdę fajni. Bawimy się razem, często bijemy, gramy w piłkę, choć ja chyba jestem trochę słaby, bo zawsze wybierają mnie na końcu, nawet po grubym Anatolu z II C. No ale rozumiem ich, bo on przecież zajmuje największą część bramki ze wszystkich, a ja jestem chucherkiem z nogami cienkimi jak sarenka.
– Cześć, jestem Witek, mogę się z wami pobawić?
Dziewczyny patrzą na mnie jak na kosmitę, ale pozwalają mi dołączyć. Po chwili jest już całkiem fajnie, nawet zaczynam trochę się wprawiać, ale wtedy rozlega się śmiech gdzieś z drugiego końca szkolnego dziedzińca.
Okej, lubię bawić się z chłopakami. Ale jak czasami tak patrzę na te grupki rozchichotanych, grających w klasy, gumę czy jeszcze coś innego dziewczyn, to tak myślę i myślę, i dochodzę do bardzo dziwnego, zdaje mi się, wniosku.
Mam siedem lat i coraz większą pewność, że jednak lepiej dla mnie byłoby być dziewczyną.

* * *
Mam piętnaście lat i dość niską samoocenę.
Siedzę samotnie na huśtawce. Parkowy plac zabaw powoli zapełnia się ludźmi, ale mało wśród nich młodych, w końcu to godziny szkolne. Świetnie. Jeszcze tego brakowało, żebym był jedynym wagarowiczem w okolicy.
– Wszystko okej?
Nawet nie zauważyłem, kiedy pusta huśtawka obok mojej przestała być pusta. Patrzę z niechęcią na towarzyszącego mi teraz chłopaka – wygląda na nieco starszego ode mnie, ale nie mogę mieć pewności. Przygląda mi się z łagodnym uśmiechem.
– Wyglądasz na przybitego.
Żeby go przegonić, postanawiam zastosować technikę wrogiego burczenia:
– Może jestem.
– Czemu?
– Z całym szacunkiem, idź już sobie. To nie twoja sprawa.
Nie odchodzi. Buja się delikatnie, siedząc w przeciwną stronę, opierając się o łańcuch huśtawki i nadal na mnie patrząc.
Wzdycham.
– Powinienem być dziewczyną. Wszyscy tego oczekiwali.
Zaraz. Stop.
Czy ja to powiedziałem? Przy obcym chłopaku?
Patrzę na swoje buty – nagle wydają mi się niezwykle fascynujące, ale niemal natychmiast przestają się takie wydawać, bo moją uwagę pochłania coś innego. Ręka dotykająca mojego ramienia.
– Jestem Bernard.
Podnoszę wzrok na jego twarz. Widzę uśmiech, ładny, szeroki uśmiech, który po dłuższej chwili odwzajemniam, bo nie mogę się powstrzymać.
– Słuchaj – mówi, wciąż trzymając moje ramię. – Nie pozwól, żeby ktoś mówił ci, kim powinieneś być.
I jak tak na niego teraz patrzę, to zaczynam nabierać dziwnej pewności, że nie pozwolę.
Już nigdy.

* * *
Mam osiemnaście lat i wkraczam w dorosłość.
Mam osiemnaście lat i jestem dla kogoś ważny.
Mam osiemnaście lat i…
Wiecie co?
Dobrze mi z tym, że nie jestem dziewczyną.
© Agata | WS | x x.