stosowany w leczeniu zmęczenia szarą rzeczywistością

Zapraszamy do współpracy autorów zainteresowanych publikacją swoich tekstów na blogu. Jednocześnie zastrzegamy sobie prawo do selekcji nadesłanych utworów oraz ich korekty i redakcji (zatwierdzonych przed premierą przez autora).
eprozac.blogspot@gmail.com

Malkiem: Sens

wyzwanie: to nie ma sensu

Spotykali się często.
On przychodził, bo nie mógł bez niej żyć. Ona – bo nie mogła zmusić się, żeby zmiażdżyć obcasem nędzne odłamki serca, jakie zostały w jego piersi. Nie wiedziała, że z każdym spotkaniem te okruchy rozpadają się na coraz mniejsze, i mniejsze…
Raz, kiedy zostały już tylko drobiny niebezpiecznie zbliżające się rozmiarami do pyłu, wymachując trzymanym w dłoni papierosem, zapytał:
– Chciałabyś, żeby to się nigdy nie wydarzyło? – Zaciągnął się głęboko i wyjaśnił: – No wiesz, to wszystko. My. Czy chciałabyś zapomnieć, że kiedykolwiek się poznaliśmy?
Tamtej nocy niezliczone gwiazdy lśniły na nieboskłonie. Księżyca nie było nigdzie widać.
– Bardzo – odparła po chwili milczenia, zapatrzona w jakieś miejsce widoczne tylko dla niej. – A ty? – mruknęła niemal niedosłyszalnie.
– Nie – powiedział i zakasłał. W płucach miał popiół. – Nie chciałbym. Jak mógłbym chcieć stracić najlepsze chwile mojego życia? Jak mógłbym chcieć stracić niebo i księżyc? Przestałyby cokolwiek znaczyć. Jak mógłbym chcieć zapomnieć o sensie?
– Sensie czego? – spytała, patrząc na jego pogrążony w cieniu profil. Wiedziała, że powinna się wstydzić, ale nie czuła już nic.
– Wszystkiego.
Nikt nie zauważył spadającej gwiazdy.
Gdyby ktoś następnego dnia zapytał ją, co robiła w nocy, pewnie odpowiedziałaby, że spała – tak nierealne zdawało jej się to zdarzenie. Może dodałaby coś o dziwnym śnie, o śnie, w którym rozmawiała ze smutnym mężczyzną o orlim nosie i włosach koloru nocnego nieba.

* * *
Do tłumu nieznajomych na ulicy dołączył jeszcze jeden.
Widywała go codziennie. Ciemnowłosy, elegancko ubrany, z twarzą bez wyrazu, mijał ją, gdy szła do pracy. Pewnie nie zwróciłaby na niego uwagi, gdyby nie jego oczy.
Nie potrafiła nawet określić ich koloru. Każdego dnia wydawały się inne, ale dwie rzeczy pozostawały niezmienne. Pierwsza – bezbrzeżna rozpacz w tych zmieniających barwę oczach w połączeniu z czymś jeszcze, czego nie mogła rozpoznać – sprawiała, że zawsze przechodził ją dreszcz, gdy go widziała.
Druga natomiast była, a przynajmniej powinna być, jeszcze bardziej niepokojąca – zawsze były skierowane na nią. Z jakiegoś powodu jednak ani jej to nie przeszkadzało, ani nie wydawało się dziwne. Znała to spojrzenie.
W pewnym momencie zaczęła czuć przyjemne ciepło, nadchodzące wraz z jego obecnością.
Potem widziała jak chudł, twarz miał coraz bledszą, a dawniej sprężysty krok zmienił się w powłóczenie nogami. Tylko oczy jaśniały niesamowitym blaskiem wśród szarości, która ogarnęła świat.
Równocześnie z ciepłem zimna szpila zaczęła wbijać się w jej serce.
Na święta wyjechała z miasta, odwiedziła rodzinę na wsi. Ta ostatnia Gwiazdka byłaby cudowna, gdyby nie narastający w jej wnętrzu niepokój. Myśl o nieznajomym ze znanym spojrzeniem nie dawała jej spokoju. Też gdzieś wyjechał? A może siedział sam w pustym, smętnym mieszkanku? Wyobraźnia zaraz podsunęła jej właściwy obraz. Postanowiła wcześniej wrócić do domu.
Ale jego nigdzie nie było. Czekała dzień, dwa, tydzień, miesiąc...
A on zniknął, ot tak, po prostu i nigdy więcej go nie zobaczyła.
Tysiąc rozpalonych odłamków zniszczyło sens wszystkiego. 
© Agata | WS | x x.