stosowany w leczeniu zmęczenia szarą rzeczywistością

Zapraszamy do współpracy autorów zainteresowanych publikacją swoich tekstów na blogu. Jednocześnie zastrzegamy sobie prawo do selekcji nadesłanych utworów oraz ich korekty i redakcji (zatwierdzonych przed premierą przez autora).
eprozac.blogspot@gmail.com

Kalka: Płomyk

wyzwanie: wartości minimalne bodźców możliwych do odebrania przez ludzkie zmysły

Miasto tonie w deszczu.  
Płomyk wraca więc do domu, zmęczona i głodna, zła na spóźniony autobus i na korki w centrum. Drzwi otwiera z rozmachem, jakby trzaśnięcie nimi mogło sprawić, że stopa bezrobocia spadnie i ktoś zaproponuje jej pracę, za którą będzie mogła kupić jedzenie.
Ale trzaśnięcie sprawia jedynie, że z haczyka za futryną spada gruby granatowy sweter. Płomyk podnosi go zdenerwowana i łagodnieje. Sweter jest gruby, ciepły i pachnie właścicielem, więc można go założyć, by świat wydawał się przez chwilę piękniejszy, z czego Płomyk skwapliwie korzysta.
Później bierze głęboki oddech i zagląda do pierwszego pokoju. Siedzi tam na kanapie Budzik i czyta gazetę, a Lawenda zagląda mu przez ramię, opierając brodę na jego barku. Płomyk myśli, że ładnie razem wyglądają – on ze swoimi zaciśniętymi ustami, smętny i jak zwykle nieskory do rozmów, tak bardzo dorosły w swej powadze, i ona, drobna, raczej dziecinna, z burzą jasnych włosów i śliczną piegowatą buzią.
Nie chce im przeszkadzać, więc zamyka delikatnie drzwi i idzie do kuchni. Przy oknie stoi Muszka, wysoki i chudy, wpatrzony w świat za szybą z miną człowieka oczekującego nadejścia prawdy. Płomyk wie, że Muszka szuka sensu życia, więc tylko zabiera z blatu parujący kubek z herbatą, którą ktoś przezorny musiał zaparzyć tuż przed jej przyjściem i ucieka do ostatniego pokoju.
Wchodzi tam tak, jak się wchodzi  do swojego miejsca na ziemi – spokojnym krokiem, z lekkim sercem i niejasnym poczuciem bezpieczeństwa. Wie, że nie musi się niczego bać, bo ma na sobie sweter tego pana, który tu mieszka i pije herbatę z jego kubka, zielonego, wyszczerbionego, w duże białe grochy.
Cukier siedzi przy biurku i wystukuje coś cierpliwie na klawiaturze. Nie odwraca się, choć słyszy, że ktoś wszedł do pokoju. Wpatruje się w uderzane klawisze, zupełnie jakby od wyboru odpowiednich zależało dalsze istnienie wszechświata. Płomyk przygląda mu się przez chwilę, ale szybko jej się to nudzi, więc podchodzi do niego od tyłu i całuje w czubek głowy.
– Cześć – mówi zachrypniętym głosem i myśli, że deszcz ładnie brzmi, ale nie służy jej zdrowiu. I że dobrze, że ma Cukrowy sweter i Cukrową herbatę, to może się nie rozchoruje od tego deszczu.
A Cukier nie odpowiada jej, tylko uśmiecha się do siebie, czego Płomyk nie może przecież widzieć, bo stoi za nim. Więc Płomyk denerwuje się i stuka go w ramię.
– Słuchaj – mówi. – A jeśli mikroskopy nie działają?
Cukier nie odpowiada. Zastanawia się, co Płomyk znów wymyśliła.
– Co, jeśli technika nas oszukuje? – Płomyk robi krok do przodu i siada na poręczy krzesła, a Cukier przesuwa się, by zrobić jej miejsce, bo kubek z herbatą przechyla się niebezpiecznie w stronę komputera. – Co, jeśli wszystko, co widzimy pod mikroskopem jest jedynie iluzją szkiełka? – Płomyk milknie na chwilę i zastanawia się. – To by oznaczało, że nie wiemy nic o DNA ani innych ważnych rzeczach, bo tak naprawdę ich nie ma. Nazwaliśmy mądrze coś, co nie istnieje. Daliśmy się oszukać złudzeniu i tak naprawdę wciąż nic nie wiemy. 
Cukier bierze z rąk Płomyka swój kubek i upija łyk herbaty. Jest cierpliwy. Musi być cierpliwy, zobowiązał się do tego, gdy postanowił przyjaźnić się ze studentką literatury.
– Słuchaj, Płomyku – zaczyna ostrożnie. – Czego jesteś pewna?
Płomyk patrzy na niego z ciekawością. Ma czerwony nos i wilgotne oczy. Cukier notuje w pamięci, że trzeba zapobiegawczo dać jej coś na przeziębienie, bo chyba mocno zmokła.
– Jestem pewna, że Budzik jest bardzo cichy, Lawenda nieśmiała, Muszka zbyt wrażliwy, a ty... – Płomyk rumieni się. – O tobie jeszcze niedużo wiem.
Cukier wydaje się zadowolony. Oddaje Płomykowi herbatę.
– Człowiek może usłyszeć tykanie zegarka zakopanego sześć metrów pod ziemią, poczuć zapach kropli perfum na przestrzeni dwóch mieszkań, doświadczyć dotyku opadającego na swój policzek z wysokości milimetra skrzydełka muchy i zasmakować łyżeczki cukru rozpuszczonego w dziesięciu litrach wody – wylicza, patrząc jak Płomyk sączy resztkę herbaty. – Myślę, że nie musisz się martwić o mikroskopy.
Płomyk myśli, że Cukier jednak jest mądry i kochany, ale na głos mówi tylko, że to dobrze, że udało jej się go znaleźć w tych dziesięciu litrach ludzkości. I nie wie zupełnie, dlaczego Cukier się śmieje.
A Cukier śmieje się serdecznie, patrzy na Płomyka z czułością i myśli, że dostrzegłby go nie dość, że nie tylko nocą, to jeszcze z drugiego końca wszechświata.
© Agata | WS | x x.